piątek, 30 maja 2014

08.

Sobota.
To dzisiaj muszę zmierzyć się z tą bandą przygłupów. Chociaż czy jest szansa, że mnie w ogóle pozna? Nie sądzę.
-Jesteś pewna, że chcesz iść?-spytała już po raz tysięczny Rose. Ugh!
-Rose. Ja Isabelle Evans uroczyście oświadczam, że mogę wyjść z Tobą na ten powalony koncert.-powiedziałam z poważną miną kładąc rękę na sercu. Ukazała rząd perlisto-białych zębów i pokiwała głową na boki chichocząc. Odwzajemniłam jej uśmiech.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że znasz Tego Nialla Horana...-Powiedziała z niedowierzaniem.
-Tego zjeba genetycznego? Chętnie się zamienię.-Odpowiedziałam. Dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Weź mnie z nim umów.-Wyszczerzyła się.
-Żeby potem widywać go jak się z Tobą obściskuje, a kilka lat potem patrzeć na Niallątka biegające po tym mieszkaniu? Sorry, ale ze mną to nie przejdzie.-Teraz już obie nie mogłyśmy powstrzymać śmiechu. Z nią rozmawiając nawet o tym zjebie się śmieję. Co ona za mną robi? Już wiem, jak to jest czuć się, kiedy masz przy sobie przyjaciółkę. Może jedną, ale wolę mieć ją, niż milion fałszywych, którzy za Twoimi plecami życzą Ci, abyś zginęła w męczarniach.
-Okey. Więc, o której godzinie jest ten koncert przygłupów bez grosza talentu? Chcę wiedzieć, żeby upić się z godzinę wcześniej. 
-O dwudziestej. Weź skończ się wygłupiać, niedługo wychodzimy.-oznajmiła.-Jest...osiemnasta, rusz dupę. Chcę być wcześniej. 
-Ale, że dwie godziny?-Marudziłam.
-Rusz swoją szanowną dupę i się pośpiesz.-Zaśmiała się.
Co ona taka wesoła? Przez tych przydupów? Mi na same słowa 'One Direction' chce się rzygać. Gdyby nie to, że musimy wychodzić-za co jeszcze ją zabiję-to upiłabym się tak, żeby zapomnieć to wszystko.
-Ugh, tylko się przebiorę.-Powiedziałam i pobiegłam do pokoju, skąd wzięłam białą, koronkową bluzkę oraz długie, szare spodnie. Ubrałam je, nałożyłam na siebie biżuterię i wybiegłam do Rose, zabierając przy tym torebkę.
-Wow, to chyba jakiś Twój rekord, przeważnie szykujesz się godzinę. 
-Bardzo śmieszne Rose.
-Masz wszystko?-zapytała, a ja potwierdziłam.-Więc wychodzimy.-Złapała mój nadgarstek i wręcz siłą wyciągnęła mnie z mieszkania.


***

-Ile jeszcze mamy czasu?-Zapytałam przyjaciółkę. No do cholery, stoimy tu już pół godziny, a oni nie chcą wpuścić! 
-Do koncertu została godzina. Ugh, zaraz chyba zamarznę! 
-Kiedy będzie można wejść?-Zapytałam  ochroniarza pilnującego wejścia. 
Zwyczajnie mnie olał, więc powtórzyłam głośniej. Przewrócił oczami.
-Za dwadzieścia minut.-Odpowiedział. 
Kurwa. 
-Jakie mamy miejsca?-Zapytałam Rosalie. 
-Pod sceną. Myślisz, że odpuściłabym taką okazję? Zawsze chciałam ich zobaczyć, i chociaż cholernie tu zimno, to nawet nie wiesz jak się cieszę!-Wręcz skakała z podekscytowania. Tylko się nie zsikaj.-Iss... Wiem, że to dla Ciebie trudna sytuacja, ale spróbuj się cieszyć...
-Nie mam zbytnio powodu...
-Wiesz... Może powinnaś z nim pogadać? Możliwe, że miał jakiś powód?
-Niby kiedy miałabym z nim 'pogadać'...? 
-Chociażby teraz.-Wyszczerzyła się, a ja spojrzałam na nią jak na idiotkę.-No co? Nie patrz tak na mnie, jesteś jego siostrą, powinni Cię wpuścić. Jak ochroniarze nie, to powiesz, żeby spytali się jego. 
-Nie ma mowy! 

***

Idiotka, która jest moją przyjaciółką, okazała się być strasznie uparta. Może naprawdę powinnam z nim pogadać? W sumie nie mam nic do stracenia. Mogę mieć niezły ubaw z jego wymówek. Jeśli w ogóle będzie chciał się widzieć., odzywał się głosik w mojej głowie. A zamknij się. Gadam sama ze sobą. Yhym, nie tylko na Rose źle wpływają te pacany. Muszę założyć jakąś księgę wyzwisk na One Direction. Dużo by tego było..., pomyślałam, stając przed ochroniarzem pilnującym tylnego wejścia. Kiedy chciałam się dostać do budynku, zagrodził mi drogę. 
-Dokąd to? Tam nie wolno wchodzić. 
-Yhym... Jestem siostrą Nialla. Mogę się z nim zobaczyć?-zapytałam unosząc brwi. 
Mężczyzna wybuchł głośnym śmiechem. Co do cholery?
-Niall nie ma siostry, daj sobie spokój zanim wezwę kogoś, żeby Cię zabrał, jasne mała?
-Tak? W takim razie spytaj się go. No, proszę. 
-Słuchaj, ile razy mam powtarzać...
-Spytaj.-nalegałam. Nieco wkurzony, odwrócił się i wszedł do środka. 
-Niall.-Powiedział ten sam mężczyzna, z którym przed chwilą rozmawiałam.-Jakaś dziewczyna twierdzi, że jest 'Twoją siostrą' i chce rozmawiać. 
-Co?-Usłyszałam cichy śmiech. Ten głos...-Powiedz jej, że ja NIE MAM siostry, ochoty oraz czasu rozmowę z kolejną napaloną fanką.-Powiedział stanowczo. 
-Słuchaj mała, spadaj stąd, słysza...
-Ta... Już idę.-Powiedziałam odchodząc. Pojedyncza łza uwolniła się z mojego oka i wypłynęła na policzek. 


niedziela, 25 maja 2014

07.

Obładowane torbami weszłyśmy do domu, zmęczone po ciężkim dniu. Obie miałyśmy po kilka toreb obładowanych ubraniami, butami i kosmetykami. Muszę przyznać, że sklepy tutaj są świetne! Jeśli chcesz kupić jakieś fajne ciuchy, to w Londynie jest wiele sklepów, w których je znajdziesz. Jednak to przepychanie się przez multum ludzi jest strasznie wyczerpujące. Rozładowałyśmy zakupy i dosłownie wskoczyłyśmy na kanapę. Rose poszła po jakiś sok i szklanki, a ja rozmyślałam. Ostatnie na co dzisiaj miałam ochotę to rozmowa o moim marnym życiu z dziewczyną u której mieszkam. Czyżby zapomniała? Nie, na pewno nie, ale nie chcę wywoływać przysłowiowego wilka z lasu. Z powodu zżerającej mnie ciekawości, musiałam wejść na internet. Chciałam zobaczyć moją siostrę. To chyba normalnie, co nie? Tak myślę... Wystukałam na mojej małej klawiaturze 'Jazmyn Horan' i kliknęłam na duże, białe 'szkło powiększające', które wprowadziło mnie na odpowiedni trop. Wchodząc w grafikę wyświetliło mi się mnóstwo zdjęć małego dziecka. Na niektórych było samo, na innych z Niallem, bądź kobietą, która mogła być moją mamą. Moja mała Jazzy... Wyglądała tak niewinnie, a piękne niebieskie tęczówki dodawały jej uroku. Widziałam ją taką uśmiechniętą, wesołą. Była szczęśliwa. Jednak miała już swoją rodzinę. I prawdopodobnie nigdy nie będę do niej nigdy należeć. Straciłam moją szansę. A raczej zabrano mi ją. Siedziała na rękach Nialla przytulając go. Miała taką zdezorientowaną minę. Taką niewinną. To prawdopodobnie ze względu na aparat. Małe dzieci ich nie lubią. Zaśmiałam się, gdy przypomniałam sobie jak to ja kiedyś opiekowałam się córką sąsiadki, ponieważ ta nie miała jej z kim zostawić. Zawsze robiła się taka naburmuszona, gdy tylko zobaczyła aparat. Dlaczego omija mnie to wszystko? Chciałabym być przy niej, kiedy będzie stawiała pierwsze kroki. Gdy wypowie pierwsze słowo. Mieć udział w jej życiu. Ona nic nie zawiniła, a jednak przez cały czas ma żyć w świadomości, iż ma tylko brata, który jest dupkiem i nie będzie jej mógł zastąpić prawdziwego rodzeństwa? Westchnęłam przyglądając się jednemu z wielu zdjęć. Biedne dziecko, zero prywatności...
-Dlaczego patrzysz na to zdjęcie?-pierwszym odruchem było szybkie wyłączenie telefonu. Aż tak się zamyśliłam? Cholera, teraz nie odpuści. 
-Jja... Tak z... ciekawości. 
-Iss, lubię Cię. I wiem, że kłamiesz. Miałaś być ze mną szczera. Ja naprawdę się o Ciebie martwię. Robię tu tylko z troski. Uwierz, chcę Ci pomóc. Wiem, że to może być dla trudny temat. Nie wiem o co chodzi, ale wesprę Cię. 
-Ja...-no powiedz jej. Dalej.-Rose... Nniall...
-Co Niall? Horan? Ten z One Direction?
-Ttak, ten... Niall to... Niall jest moim bratem.-Wybełkotałam cicho.Wytrzeszczyła oczy w zdziwieniu, zresztą nie dziwię się jej. Nie na co dzień dowiadujesz się, że Twoja współlokatorka jest siostrą sławnego piosenkarza, w którym się kochasz. Zresztą wątpię, aby mi uwierzyła. To tak jakbym podeszła do Ciebie i powiedziała "Hej, jestem Hannah Montana". Kto by uwierzył? Na dodatek, Niall przecież 'nie ma' siostry.
-Jjak to? Przecież on nie ma siostry. Iss... 
-Yhym, wiem. Nie wierzysz mi... Też bym sobie nie wierzyła.
-No... To takie... Nierealne. 
-Poczekaj chwilę...-odparłam i wyszłam z salonu, zaczynając szukać pewnej rzeczy w mojej walizce. Przegrzebywałam się przez ubrania. Jest! Wyjęłam zgubę z torby i wróciłam na kanapę w salonie. Rozłożyłam pomiędzy nami album ze zdjęciami i otworzyłam na pierwszej stronie. Znajdowało się tam zdjęcie z narodzin Nialla. Popatrzyłam na Rose i przerzuciłam o kilka stron. Za zdjęciach znajdował się mały trzy letni uśmiechnięty chłopiec trzymający mnie na kolanach. Fotografia została zrobiona po narodzinach. Ostatnia strona. Ostatnie zdjęcie. Miałam sześć lat. On dziewięć. Siedzieliśmy razem na huśtawkach na przeciwko siebie. Próbował zrzucić mnie z mojej kopiąc w kawałek plastiku, na którym siedziałam. Obiektyw uchwycił moment kiedy w końcu z niej spadłam lądując na Niallu, którego chwilę wcześniej pociągnęłam za sobą. Spojrzałam na Rosalie. Była zdezorientowana. Jej usta były otwarte, jednak nie wychwyciłam żadnego dźwięku, które by się stamtąd wydostało.
-Więcej zdjęć nie ma. Mając dziewięć lat wyjechał razem z moją mamą do Londynu zostawiając mnie z ojcem w Polsce. Nie odezwał się nigdy. Ani razu, podczas kiedy ja cierpiałam. Nie miałam kontaktu z nim, oraz mamą. Odciął się ode mnie, usuną ze swojego życia i stworzył ten popieprzony zespolik razem z tą resztą debili. Odkąd wyjechali mój ojciec zaczął pić. Kiedy tylko coś mu nie pasowało, od razu wyładowywał swoje emocje, na tym co było najbliżej. W tym przypadku na mnie. Nie mogłam tego znieść. Zaraz na drugi dzień po wyjściu ze... ze szpitala przyleciałam tutaj. Jego jak zwykle nie było. Spotkałam Ciebie i dowiaduję się, że moja matka w tym roku urodziła drugą córkę. Obcy ludzie dowiedzieli się szybciej niż ja. Dla mnie Niall nie istnieje, rozumiesz? Nienawidzę go całym moim sercem. Nie wybaczę mu choćbym miała umrzeć. Chcę, aby cierpiał. Cierpiał tak ja ja, kiedy mnie zostawił.
Spuściłam głowę, aby nie widziała, jak bardzo słaba teraz jestem. Ostatnie czego teraz pragnęłam to rozpłakanie się przed nią.
-Iss... Ja nie wiedziałam. Przykro mi...-przytuliła mnie do siebie, a ja dałam upust emocjom i łzy spłynęły po moich policzkach. Cicho szlochałam podczas, kiedy ona pocierała moje plecy swoimi rękoma.
-Wszystko będzie dobrze. Jeśli nie chcesz to nie musimy iść na ten koncert. Jeśli bym wiedziała to nigdy bym Ci tego nie zaproponowała, przepraszam...-szepnęła odsuwając mnie od siebie. Lekko się do niej uśmiechnęłam.
-Nic się nie stało, mogę pójść. Wiem, że Ci na tym zależy. Poza tym to dobra okazja, żeby wpierdzielić Niallowi.-zabawnie poruszałam brwiami i obie się zaśmiałyśmy.
To niewiarygodne jak ona szybko potrafi pocieszyć mi humor.




~*~

HaHa! To tylko ze mną! Zrobiłam z Theo dziewczynkę, haha xD 
Jest jeszcze jeden dzisiaj, becouse nie było przez tydzień xD


06.

Odgoniłam od siebie wszystkie problemy, począwszy od ojca, skończywszy na Jazzy i na Twarz wlepiłam Uśmiech. Aby niesamowite jak opanowaną mam ta sztukę nakładania fałszywego uśmiechu, wtedy kiedy najmniej go potrzebuję. Zaśmiałam się z samej siebie podchodząc do mojej walizki, z której nawet nie nie rozpakowałam ubrań. I tak prędzej czy później zamieszkam w hotelu lub znajdę własne mieszkanie. Na pewno nie zamieszkam z tym dupkiem Horanem i tą Jego banda przygłupich przyjaciół, którzy nawet nie wiedzą co to znaczy żyć jak normalny człowiek. Zwyczajny. Nie z milionami na koncie, wypasionym samochodem, ekskluzywną willą, czy ciuchami z najdroższych sklepów.
Wyjęłam z torby jakieś ubrania, wzięłam kosmetyczkę i popędziłam do łazienki, aby się wyszykować.Wzięłam szybki prysznic, związując włosy w koka, aby się nie zmoczyły, po czym wyszłam owijając się ręcznikiem. Stanęłam przed lustrem, wytarłam swoje ciało, następnie ubrałam bieliznę. Spojrzałam w swoje odbicie i nie nie mogłam uwierzyć, że to ja. Miałam na ciele mnóstwo siniaków oraz blizn pozostałych po niemiłych przeżyciach w starym domu. Dotykałam każdą ranę z nieobecnych spojrzeniem, takim pustym. Obiecałam sobie, że nie będę się nad sobą użalać i wspominać tych obrażeń, ale Jak to robić kiedy wszystko Ci o Tym przypomina? Nie łatwiej byłoby gdyby po prostu mnie wtedy zabił, albo ta kobieta wjechała my mnie ciut mocniej i brutalniej?, pomyślałam, jednak szybko się od siebie odgoniłam. Chcę żyć i patrzeć Jak Niall cierpi. Nie nie zamierzam mu w Tym pomagać. Nie można cały czas mieć idealnego życia. Kiedyś zapłaci za się, że był takim. Jak ty zresztą ... , odzywała się moja irytująca podświadomość. Niech się zamknie. Nie mam nic do stracenia, niż patrzeć na celu jak Jego Świat się rujnuje. Usłyszałam jak drzwi do łazienki się otwierają.
- E... Przepraszam, że wchodzę, chciałam tylko... - nie nie dokończyła. Obawiam się dlaczego, gdyż zaczęła mi się przyglądać -. O Jezu, Iss! Co Ci sie stało?
Wiedziałam! Punkt dla Mnie! W Sumie dla niej, bo na pytanie jest tym, którego nie chciałam, jednak wiedziałam, że zostanie mi zadanie. 
- Uhm ... Ja ... tylko się uderzyłam -. skłamałam.
Czy w tej bajce były smoki?, dodał głosik w mojej głowie. Może nie powinnam była jej okłamywać, ale co to da? I tak nie uwierzyła, Widzę to. Może znam ją jeden dzień, ale i tak już spostrzegłam, że z jej pięknych fioletowych, jak fiołki wiosną, oczów można wszystko odczytać. Jest jak otwarta księga. Wiedziałam, że moja marna historyjka do niej nie nie dotarła.
-Iss ... - skrzywiłam się. Zawsze Niall tak do mnie mówił, ale starałam się tego nie nie okazywać- lubię Cie, ale jeśli mamy razem mieszkać musisz być ze mną szczera, wiesz o tym, prawda?
-Ależ ja doskonale zdaję Sobie z Tego sprawę, Po prostu ... To dla Mnie Ciężki temat.
-No dobrze ... Przekładam tą rozmowę na wieczór. Ale wtedy czeka nas poważna, szczera rozmowa, jasne? - uniosła jedną brew ku górze.
-Taa ... Niech Ci będzie.
-Iss, ja nie nie chcę Cie do niczego zmuszać, Po prostu się martwię, ok?
Lekko się uśmiechnęłam, aby złagodzić sprawę. Taa ... Wiedziałam, że ta Rozmowa Mnie nie nie ominie, ale wolałabym, aby nastąpiła nieco później.
-Teraz, przepraszam, ale mogłabyś wyjść? Gdybyś nie nie zauważyła stoję tu w samej bieliźnie- zachichotałam, Ona podniosła ręce do góry i ze śmiechem wyszła z łazienki
- Ale rusz dupę, mam Ci dużo do pokazania! -krzyknęła.
Założyłam na siebie białą podkoszulkę w czarne kropki odsłaniającą mój pępek oraz krótkie spodenki, które kupiłam w Warszawie. Na szyję zarzuciłam różowa chustę. Zrobiłam czarną kreskę eyelinerem i lekko pomalowałam powieki, po czym gotowa opuściłam łazienkę. Włożyłam sandałki na stopy, a do torebki wrzuciłam telefon, portfel oraz kilka innych rzeczy. Złapałam jeszcze okulary przeciwsłoneczne, które włożyłam na głowę, następnie gotowa razem z Rose wyszłam z mieszkania.
-No dziewczyno , świetnie wyglądasz - pochwaliła mnie moja towarzyszka.
-Wiesz, ty też niczego sobie - zaśmiałyśmy się do siebie.
Usiadłyśmy w jej samochodzie i pojechałyśmy do centrum handlowego. Pierwszy sklep do jakiego weszłyśmy był Primark. Było by duże czarno-białe pomieszczenie zapełnione mnóstwem pięknych ubrań, butów, oraz kosmetyków. Od razu zauważyłam kilka bluzek, które mi się spodobały. Było tu multum ludzi, jednak jakoś doszłam do przymierzalni. Zabrałam ze sobą dwa t-shirty oraz jedne legginsy warte sprawdzenia, czy będą na mnie dobrze wyglądały. I nie myliłam się. wszystkie rzeczy były świetne i nie mogłam odmówić sobie ich kupna. Wyszłam z zadowoloną mina z przymierzalni. Naprawdę mogliby trochę rozbudować to miejsce. Ruszyłam w stronę butów, przy których stała Rosalie. Znalazła dla siebie już kilka par, które pasowały tak, jakby były zrobione właśnie dla niej. Już kocham ten sklep. Podeszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za zakupy. Razem z nowym nabytkiem udałyśmy się do Starbucks'a, aby kupić jakąś kawę. Usiadłyśmy przy stoliku zmęczone przepychaniem się przez ludzi będących w Galerii. Kelnerka złożyła od nas zamówienie. Chwile potem przyniosła moje Caramel Frappuccino oraz Java Chip dla Rose. Podziękowałyśmy jej płacąc za napoje, po czym odeszła. Śmiałyśmy się nie wiadomo z czego wspólnie popijając kawy. Czułam się w jej towarzystwie dobrze jak z nikim innym. Może i przyjazd nie był dobrym pomysłem, jednak jest jeden plus. Zyskałam przyjaciółkę, o której nawet nigdy nie mogłam pomyśleć, a co dopiero mieć. I to cieszy mnie najbardziej. Mam kogoś z kim mogę porozmawiać, pośmiać się. Mam ją.



~ * ~ 
Jak mozna zauważyć w yym bezsensownym opowiadaniu, które pisze sama dla siebie, z Iss zrobiłam zagorzałą egoistkę z nadnaturalnymi problemami xDDD I tak ja lubię i zazdroszczę dupka Brata. Jednak Niall to Niall * 0 * <33 xD
Aha, sorry za błędy, ale coś mi się spieprzyło i się same posty edytują i musiałam wszystko poprawiać.
Przepraszam, że tak długo nie było, ale się wkurzyłam tym poprawianiem xDD 


sobota, 17 maja 2014

05.

Jak to urodziła syna? Żarty sobie robicie? Miałam ochotę wybiec z tego pokoju, zamknąć się gdzieś i pozwolić łzom zbierającym się w moich oczach wypłynąć na wierzch. Cały czas żyłam z przekonaniem, iż mam jednego brata. Brata, który nie interesował się mną całe życie, a teraz dowiaduję się, że mam dwójkę rodzeństwa, z czego jedno nie wie o moim istnieniu. To przecież jasne, bo po co wiedzieć? Żałuję, że tu przyjechałam. Nienawidzę Nialla, równie mocno jak mojej mamy.
-Wszystko dobrze? Dlaczego tak zareagowałaś?-zauważyłam, że ściera jedną łzę, która wydostała spływała po moim policzku.
-Ttak... Jest ok. 
-Nie wydaje mi się... No ale dobrze, porozmawiamy o tym kiedy indziej. Chcesz iść spać?
Potwierdziłam, skinieniem głowy, po czym zaprowadzona do pokoju gościnnego rzucam się na łóżko i wiedząc, iż prawdopodobnie nadal jestem pod widokiem Rose, zaczynam płakać. Mam dość, dość dzisiejszego dnia. Dość wszystkiego. To dla mnie za dużo jak na dwadzieścia cztery godziny. Mój brat, wyjechał i muszę mieszkać u nowo poznanej dziewczyny; dowiaduję się, że moja matka urodziła drugą córkę, a cała moja rodzina ma mnie w dupie. Niech się dzieje co chce. To wszytko jest okropne. To, że mam świadomość, iż Niall odciął się ode mnie, a jego fani są dla niego ważniejsi. To, że nikt mnie nie pamięta. I to, że zawsze dowiaduje się o wszystkim ostatnia. Cały świat wiedział o istnieniu Jazzy, mojej małej siostry, a ja nie. Kariera go zepsuła. Czy to nie rodzina powinna być najważniejsza? On ma rodzinę, ale ty do niej nie należysz., odzywała się moja podświadomość. I chyba miał rację. Czy Horan odsunął mnie od swojego życia już na zawsze? Czy nigdy nie pomyślał co u mnie, lub jak się czuję? Albo czy mam kogoś?
Prawda jest taka, że nigdy mi się nie układało i tak już zostanie. W Polsce nie miałam przyjaciół. Nawet znajomych. Kiedy była możliwość zaprzyjaźnienia się wszystko się psuło. Uważali, że jestem dziwna, ponieważ zawsze unikałam wizyt kogokolwiek w moim domu. Bałam się, iż zobaczą mojego ojca. Pijanego, wykrzykującego jaką to jestem złą córką. Chciałam móc czuć się tak jak ludzie na filmach. Szczęśliwi, nawet jeśli bywają chwile, iż mają problemy, takie jak ja, bądź inne, to zawsze ich historia kończy się happyend'em. Czy los dla mnie go nie przygotował? Czyż to nie sprawiedliwe, że ja cierpię, chociaż nie zasłużyłam na to? Może to samolubne, jednak czasem chciałabym, aby Niall był w mojej sytuacji. Stracił wszystko na czym mu zależy, żeby wiedział jak się czułam, kiedy mnie zostawił i przez co musiałam przechodzić. Jestem egoistą. Wiem to. Wiem także, że jestem naiwna, myśląc czasem, że kiedyś będzie dobrze. Życie to nie jest głupie pudełko czekoladek, które możesz wymienić, jeśli się zniszczy. Życie to jeden wielki koszmar, który się nie kończy i tylko czeka na twój cholerny upadek. Cieszy się, kiedy widzi, że załamujemy się w takich chwilach jak ja teraz, a nasze łzy są dla niego satysfakcją, aby iść dalej i sprawiać, że upadamy jeszcze niżej, niż tak jak jesteśmy teraz. Więc dlaczego płaczę? Dlaczego daję mu tą satysfakcję? Łzy to oznaka mojej słabości, a ja przecież chcę być silna. Po prostu czekam na kogoś, kto podejdzie i pomoże. Możliwe, iż to nigdy nie nastąpi, jednak słona ciecz wydostająca się z moich łez, przez ostatnie czasy, jest nieodstającą od mojego życia rzeczą. Łzy pokazują, że też mam uczucia, że jestem człowiekiem, a nie robotem. Są ujściem negatywnych pomocy. Ten dzień był trudny, trudniejszy od pozostałych i mam go już zupełnie dość. Podniosłam drżącą się rękę, którą przetarłam pewnie czerwone oczy. Wtuliłam głowę w ciepłą kołdrę i zamknęłam przemęczone oczy, zasypiając w objęciach Orfeusza.
Tej nocy śniła mi się łąka. Biegałam po niej śmiejąc się radośnie i kręcąc wokół własnej osi. Silny, jednak ciepły wiatr rozwiewał moje brązowe włosy i niemal mogłam słyszeć śpiew ptaków. Nagle pojawił się on, Niall. Uśmiechnięty, z ramionami wyciągniętymi przywoływał mnie swoim melodyjnym głosem. Mój uśmiech rozszerzył się jeszcze mocniej, o ile było to możliwe. Zaczęłam biec, tylko on się liczył. Chciałam móc czuć się przy nim bezpieczna, utonąć w jego ciepłych ramionach, jednak w ostatniej chwili jego postać zaczęła się rozmazywać. Zatrzymałam się i wytężyłam wzrok.
-Nie odchodź...-wymrukiwałam cicho.
Znowu widziałam go wyraźnie, to wydawało się być takie rzeczywiste, realne. Wręcz czułam jego zapach, będąc prawie koło niego. Dzielące nas metry zaczęły się zmniejszać, kiedy biegłam. Rozłożyłam ręce czekając, aż mnie przytuli, jednak usłyszałam tylko swój krzyk i poczułam twardą powierzchnię. On zniknął, a ja wpadłam w przepaść.
Kiedy się rozejrzałam zauważyłam, że leżę na podłodze, a koło mnie stoi zmartwiona Rosalie.
-Wwszystko w porządku? Tty... Krzyczałaś.
-Tak... To tylko koszmar, czasem tak mi się zdarza. Przepraszam, że Cię obudziłam...
-Nic nie szkodzi, już nie spałam. Chcesz może pogadać?-zapytała zmartwiona.
Zaprzeczyłam kiwając głową na boki, więc westchnęła myśląc, że nie zauważę. Zauważyłam. Może nie jestem w stosunku do niej fair, ale nie jestem jeszcze gotowa, aby o tym rozmawiać. Z problemami muszę radzić sobie sama, a nie zadręczać innych. Jednak wiem, że ona, dziewczyna, która pomogła mi, chociaż wcale mnie nie znała zasługuje na szczerość i kiedyś będę musiała jej powiedzieć. Ale nie dzisiaj. Ludzie, przecież jestem w Londynie!

czwartek, 15 maja 2014

04.

-Naprawdę. Jestem Ci tak bardzo wdzięczna Rose... Jakoś Ci to wynagrodzę.-powiedziałam wychodząc z łazienki, po wzięciu prysznica i przebraniu się w piżamę.
-Ugh... Ile razy mam Ci powtarzać, że nie musisz mi tego wynagradzać?-zaśmiała się piękna złotowłosa.
Wywróciłam tylko oczami i także się zaśmiałam.
-Co chcesz robić?
-Może... Przydałoby się lepiej poznać, jeśli będziesz u mnie tymczasowo mieszkać. Siadaj. 
Stwierdziłam, że to nie jest taki zły pomysł, więc usiadłam obok niej na czarnej, skórzanej kanapie.
-Więc... Co chciałabyś o mnie wiedzieć?
-Uchmm... Ile masz lat? 
-Szesnaście, a ty?
-Siedemnaście-Uśmiechnęła się rozpromieniona.-Dlaczego się tutaj przeprowadziłaś? Nie wolałaś zostać tam gdzie się wychowywałaś?
Zastygłam. Spodziewałam się tego pytania, wiedziałam, iż ono wypłynie z jej ust, jednak cały czas miałam nadzieję, że go nie usłyszę. No i co ja mam jej powiedzieć? 'Wiesz... Przeprowadziłam się tutaj do mojego brata, o którym nic nie wiem, z racji tego, iż ostatni raz widziałam go jedenaście lat temu, ponieważ w domu mój własny ojciec chciał mnie zabić, więc trafiłam do szpitala i chociaż nie chciałam, to przyjazd do Londynu był jedynym wyjściem'? No proszę Was! 
-Wiesz...  To... Ugh... 
-Nie musisz mówić.-uśmiechnęła się.-Jeśli to dla Ciebie trudne to nie naciskam. 
-Naprawdę? 
-Tak! Przecież nie mogę Cię zmusić. Jeśli będziesz chciała to kiedyś sama mi o tym powiesz. 
Podziękowałam jej i przytuliłam. Widziała, że ten temat jest dla mnie trudny i nie naciskała. Byłam jej za to wdzięczna.
-Dobra przejdźmy dalej. Mieszkasz tu od zawsze?
-W sumie to tak. Od dziecka wychowywałam się w Londynie. To świetne miasto. 
-Nie wątpię. Gdzie...
'I won't let these little things slip out of my mouth.But if I do it's you, oh it's you they add up to.I'm in love with you and all these little things.'-usłyszałam tekst piosenki, którą wcześniej puszczałam w samolocie, lecącą z jej telefonu. Należała do One Direction. Rose mnie przeprosiła i poszła odebrać. Lubi ich? A może zna? 
Musiałam poczekać pięć minut, zanim wróciła do pokoju.
-Przepraszam, musiałam odebrać. 
-Nic nie szkodzi-uśmiechnęłam się przyjaźnie.-Lubisz... Umm... One Direction?
-Kocham ich! Tworzą piękną muzykę... No i... Trzeba przyznać, że są powalająco przystojni-zabawnie poruszała brwiami, a ja się zaśmiałam. 
-Taa... Nawet. Którego najbardziej lubisz?
-Nialla!-powiedziała, a ja zaśmiałam się histerycznie, przykładając dłoń do buzi, aby powstrzymać ten napad. -Coś się stało?
-Nie, nie. Wszystko ok. Dlaczego akurat on? 
-Jest słodki, ma piękny głos... W sobotę idę na ich koncert! Będzie świetnie, wiem to!
-Wracają w sobotę?
-Yhym-uniosła kąciki ust ku górze.-Może poszłabyś ze mną? 
-Ja? Nno... Ok. Pewnie, ze pójdę. Jakoś bardzo za nimi nie przepadam, ale ich zespół tak jakby odkryłam wczoraj. 
Na moje słowa zrobiła mocno zdziwioną minę. Dlaczego nie powiedziałam jej, że ten chłopak, w którym się podkochuje, tak, ten sławny, to mój brat? Nie chcę być traktowana ulgowo, w jej oczach pragnę być zwyczajną dziewczyną, z problemami może odstającymi od rzeczywistości, a nie kimś kto 'jest bogatą osobą, ponieważ ma brata piosenkarza', chociaż i tak w rzeczywistości wcale tak nie jest. A teraz? Już za zaledwie trzy dni miałam go znowu zobaczyć. Po tych kilkunastu latach. Ugh... Nie chcę tego.
-Wczoraj?! Kobieto, jaja sobie robisz? Ten zespół jest znany na całym świecie od kilku lat, a ty dowiedziałaś się o nim wczoraj? Wow...
-Ta... Znałam ich wcześniej-nawet bardziej niż może Ci się się wydawać, dodałam w myślach-ale nie słuchałam piosenek, ani nie zagłębiałam się bardziej w członków tego zespołu. Nawet nie wiedziałam jak wyglądają. Chociaż muszę przyznać, iż mają całkiem fajne piosenki. Może mi coś o nic powiesz? Mają rodzeństwo?
Byłam ciekawa czy w ogóle ktoś oprócz mojego ojca, mamy oraz niego samego wie o moim istnieniu.
-Pewnie! Więc... Louis ma pięć sióstr: Daisy oraz Phoebe; Felicite; Lottie i Georgię, Zayn ma trzy: Doniya'ę; Safa'ę i Waliyh'ę, Harry ma siostrę Gemmę, Liam Ruth oraz Natalię, a mama Nialla w tym roku urodziła córkę Jazzy.
Co kurwa?

wtorek, 13 maja 2014

03.

Dialogi pisane kursywą, oznaczają, iż bohaterowie posługują się angielskim. Główna postać wcześniej zamieszkiwała Polskę.
~*~

Szybko wbiegłam na górę. Niall chyba nie obrazi się, że zrobię mu małą niespodziankę?, pomyślałam z tym chytrym uśmieszkiem na twarzy. Siostry nie przyjmie?, pytałam siebie. Tak, odpowiadała moja irytująca podświadomość. Wyjęłam z pod łóżka dużą, czarną torbę, po czym wywaliłam z szafy wszystkie ubrania i zaczęłam je chować. Chciałam zdążyć zanim wróci mój ojciec. Jeszcze dzisiaj wylecę. Mam oszczędności, które zbierałam przez długi czas. Chodziłam po domu zbierając moje rzeczy. Kiedy już ubrania, kosmetyki oraz inne pierdoły były spakowane, przebrałam się we wcześniej zostawiony zestaw, oraz nałożyłam makijaż. Wzięłam jeszcze mojego tableta, telefon i tym podobne, a następnie zostawiłam tacie kartkę. I tak nic sobie z tego nie zrobi. Wzięłam swoje bagaże, co sprawiło mi trochę trudności, z powodu zwichniętej ręki, ale dałam radę. Jeszcze raz spojrzałam na dom, ostatni raz. Następnie odjechałam.

***

-Pasażerowie lotu do Londynu proszeni są o zajęcie miejsc-usłyszałam. Pospiesznie weszłam do środka, pokazując bilet. Usiadłam na swoim miejscu i wyłączyłam telefon. Chwilę potem czułam, iż samolot unosi się w powietrze. Aby się nie nudzić wyjęła z torby "Wichrowe wzgórza" i pochłonęłam się lekturze. Urzekła mnie historia Heathcliffa i Katarzyny, była piękna i wzruszająca. Kiedy po godzinie czytania postanowiłam zrobić sobie przerwę i sięgnęłam po tablet. Odblokowałam ekran i włączyłam internet. Okey, trochę przydało by się o nich dowiedzieć. Wpisałam w wyszukiwarkę "Niall Horan", a po chwili wyskoczyło mi mnóstwo różnych stron. Kliknęłam w grafikę i nie dowierzałam własnym oczom. Strasznie się zmienił. Wyszczuplał... Jest teraz taki... przystojny. O matko, jak ja dawno go nie widziałam... Jedenaście lat idiotko., znowu ten irytujący głos. Po chwili postanowiłam zobaczyć jakiś jego cover, piosenkę. Najpierw brat, potem zespół. Postanowiłam kliknąć w jego solowe wykonanie piosenki "You & I", nie znałam jej wcześniej, więc podejrzewam, iż to utwór niejakiego "One Direction", do którego należy mój braciszek. Wcisnęłam 'play' i mnie zastygło. O kurwa... Wiecie co? Gdyby nie to, iż to mój starszy brat już pewnie dawno bym szalała za nim jak te wszystkie napalone psychofanki. No nie powiem, nie sądziłam, że ktoś z mojej rodziny może posiadać taki talent. Tym razem postanowiłam puścić piosenkę zespołu "Little Thigs". Po przesłuchaniu kilku. Kłamca! No dobra, może kilkunastu piosenek One Direction muszę szczerze stwierdzić, iż wszyscy nieziemsko przystojni chłopcy mają powalające głosy. Najbardziej chyba urzekł mnie loczek, którego imienia nie znam. Te jego oczy... Chodzący anioł. Ha! 
Zanim się spostrzegłam z głośników wydobył się głos kobiety, informując podróżnych, iż lądujemy. Szybko poszło., pomyślałam. Już chwilę potem, razem z walizką w ręce czekałam na taksówkę, która miała mnie zawieźć do domu mojego brata.

***

Wielka willa, w której podobno mieszkał Niall razem z tymi swoimi przyjaciółmi, którzy od urodzenia mają to co chcą i nikt z nich nie wie jak cholernie powalone jest życie, była ogromnym białym budynkiem przypominającym raczej hotel, niż miejsce zamieszkania dla zalewie pięciu osób. Westchnęłam cicho, zanim przeszłam przez wielką czarną, bramę. Oni tego kurwa nie zamykają? Mniejsza. Podeszłam do drzwi, a następnie zastygłam trzymając zaciśniętą w pięść dłoń, niecałe pięć centymetrów od drzwi. Bałam się zapukać. Zwyczajnie się bałam. A co jeśli nie będzie chciał mnie widzieć? Może w ogóle nie pamięta, że ma siostrę, tak po prostu o mnie zapomniał? Przecież jest teraz sławny, po co mu głupia osoba, która jedenaście lat temu była jego siostrą? Myślę, iż ten tytuł straciłam u niego już dawno. 
Zanim zdążyłam się rozpłakać, co ostatnio cholernie często mi się zdarza, znalazłam sobie jakąś część, która chciała go ujrzeć i zapukałam. Spuściłam głowę, ponieważ wiedziałam co za chwilę miało się wydarzyć. Czekałam i czekałam. Wydawać się mogło, iż stałam tam, przed jego domem już którąś godzinę, jednak minęło zaledwie dziesięć minut. Powoli traciłam nadzieję, iż w ogóle ktoś stanie przede mną, wpuszczając mnie do środka. Upłynęło już dwadzieścia minut, podczas których stukałam w drzwi. dzwoniłam dzwonkiem. Robiłam chyba wszystko, a jednak ciągle nic nie przynosiło efektów. Ze spuszczoną głową postanowiłam, iż odpuszczę sobie. I co ja mam teraz zrobić? Uch... Jeśli są tacy sławni to może na internecie coś znajdę. Może są w jakimś klubie czy coś.Sięgnęłam po mojego tableta z torby, po czym wpisałam w wyszukiwarkę jakieś słowa, które mogłyby mi przynieść jakieś efekty. Weszłam w jakąś ich oficjalną stronę i nie potrzebowałam dużo czasu, aby dowiedzieć się gdzie są. Kurwa mać, musieli wybrać sobie taki moment na trasę koncertową?!, byłam trochę zdenerwowana. Gdzie ja mam teraz iść?! Ugh... Najwyraźniej jestem skazana na jakiś marny hotel. Zajebiście jest nie mieć numeru do swojego brata, czyż nie? Zresztą czemu ja się dziwię... I tak już stracił moje zaufanie, a ja jestem tu tylko dlatego, iż nie miałam gdzie się podziać. Nie mam pojęcia co z mamą, z ojcem nie zamierzam mieszkać. A adres brata dostałam kiedyś.
Postanowiłam, że wpierw, aby odpocząć po długiej podróży pójdę do Starbucks'a po jakąś kawę. Już prawdopodobnie setny raz tego tygodnia płaciłam taksówkarzowi. Kiedy byłam na miejscu zajęłam wolny stolik, stawiając walizkę obok swojego krzesła.
-Dzień dobry, co podać?-zapytała kelnerka podchodząc do mnie.
-Umm... Poproszę Vanilla Frappuccino Blended Cream.
-Yhym...-mruknęła zapisując w jakimś notesie.-Coś jeszcze?-spojrzała na mnie ukazując rząd perlisto białych zębów.
-Nie, dziękuję.-lekko odwzajemniłam uśmiech.
Odeszła, a ja ponownie pozostałam sama ze swoimi myślami. Nie mogłam jednak długo wykonywać tej czynności, ponieważ chwilę potem poczułam coś mokrego na mojej koszulce. No cholera, no! Wstałam szybko i zaczęłam pocierać szybko moją koszulkę, która była już przesiąknięta sokiem truskawkowym, jak mniemam.
-O jezu, przepraszam! To był wypadek, naprawdę!-pisnęła blondynka zakrywając usta dłonią. Zaśmiałam się cicho z jej reakcji, wyglądała jakby popełniła jakąś zbrodnię. Mimo tego, iż ten incydent rozdrażnił mnie jeszcze bardziej, to jednak tajemnicza dziewczyna miała w sobie coś takiego... Coś co sprawiało, że nie potrafiłam się na nią gniewać.
-Nic takiego się nie stało, na serio. Nie przejmuj się tak-zachichotałam.
-Ale Twoja bluzka...
-Nie przejmuj się, ten dzień i tak nie może być już gorszy.-puściłam jej oczko, na co zachichotała.
-Jestem Rosalie, ale mów mi Rose.-przedstawiła się wyciągając dłoń, którą uścisnęłam. 
-Isabelle Evans, ale mów mi Isa. Może się dosiądziesz?
-Chętnie.
Usiadłyśmy przy stoliku, a już chwilę potem kelnerka przyniosła moje zamówienie, a następnie złożyła je od Rose. Kiedy odeszła rozpoczęłyśmy rozmowę:
-Chyba nie jesteś stąd, nieprawdaż? Twój akcent...
-Tak wiem. Przyjechałam z Polski do mojego brata. Mam korzenie zarówno Polskie jak i Angielskie. No i Irlandzkie.-Powiedziałam, a ona podniosła brew w zdziwieniu.-Moja mama jest w połowie Angielką-Irlandką. 
-Aaa...-uśmiechnęła się miło. 
-I tak jestem skazana na hotel. Chciałam zrobić bratu niespodziankę, a kiedy przyleciałam okazuje się, że on wyjechał...
-Serio? Och... To nie ciekawie. 
-Uhum.-Przytaknęłam jej. 
-Chociaż... Może przenocujesz u mnie? Mam wolny pokój. 
-Ale...
-Żadnego ale, muszę wynagrodzić Ci ten incydent. 
-Nie chcę sprawiać problemów...
-No co ty! Nawet nie masz pojęcia jak mi się nudzi, kiedy jestem sama. To będzie dla mnie przyjemność!
-Na prawdę byś to dla mnie zrobiła? Znasz mnie godzinę, a co jeśli jestem jakimś psychopatą?
-A jesteś?
-No nie...
Uśmiechnęła się promiennie, a ja mocno ją uścisnęłam.
-Ratujesz mi dupę.-
Zaśmiała się na moją wypowiedź. Ta dziewczyna była niczego sobie, myślę, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić.
Już chwilę potem byłyśmy w drodze do jej mieszkania.

niedziela, 11 maja 2014

02.

Budząc się byłam zupełnie zdezorientowana. Powoli zamrugałam oczyma, powoli rozglądając się po... pomieszczeniu. Biało. Nic innego, żadnych innych barw. Tylko biel. Co do cholery? Gdzie ja jestem? Chęć poruszenia się, sprawiła, iż poczułam silny ból. Jęknęłam cicho, ponieważ to uczucie było bardzo nieprzyjemne. Kiedy już zaczęłam tracić nadzieję, że czegokolwiek się dowiem, do pomieszczenia wszedł mężczyzna w białym uniformie spoglądający na jakieś papiery. Spojrzał na mnie i mimowolnie się uśmiechną.
-Widzę, iż Pani się już wybudziła. Dobrze, w takim razie przyślę niedługo pielęgniarkę i zabierzemy Panią na badania.
-Pielęgniarkę? Gdzie ja jestem?-zapytałam unosząc brwi.
-W szpitalu. Nic Pani nie pamięta?
Pomyślałam chwilę, a następnie kiwnęłam głową zaprzeczając.
-Wypadek samochodowy.-Odrzekł, zapisując coś na papierach.
Niby dwa słowa. Dla mnie jednak wystarczyły, abym mogła sobie wszystko przypomnieć. Począwszy od ręki na moim policzku, skończywszy na samochodzie wjeżdżającym we mnie z dużą siłą. Co z moim ojcem? Co z kobietą, która mnie potrąciła? Co mi w ogóle jest? Mnóstwo pytań. Zero odpowiedzi.
Owszem. Zdarzało się, iż mój ojciec stosował na mnie przemoc fizyczną, ale dało się to wytrzymać. Jednak wczorajsza sytuacja, sprawiła, że czułam do niego obrzydzenie, wstręt i nienawiść. Do własnego taty. Jeśli jeszcze mogę go nim nazwać...
Z moich zamyśleń wyrwał mnie głos dwudziestoparoletniej kobiety, oznajmiającej mi, iż mam udać się z nią na badania. Pomogła mi wstać, gdyż ja nie byłam na siłach tego zrobić, a następnie kazała usiąść na wózku. Czułam się jak jakiś inwalida. No ludzie...!

***

Lekarz ponownie zawitał w mojej sali szpitalnej, z-jeśli się nie mylę-wynikami badań. 
-Więc...?-spytałam ciekawa.-Co mi jest?
-Cóż, myślę, iż Pani miała dużo szczęścia. Mogło skończyć się na złamaniu żeber. Zwichnięta jest lewa ręka, oraz ma Pani rozciętą głowę. No i oczywiście nie można pominąć siniaków.-powiedział. 
Wszystko ponownie powróciło... Te blizny. To będzie mi przypominać...
-Odsuń się...-warknęłam cicho.
-Teraz kurwa przesadziłaś suko, już ja się z tobą policzę.-odrzekł wkurzony.
Przełknęłam ślinę rozglądając się na boki, w celu wyznaczenia drogi ucieczki. Kiedy już miałam zacząć uciekać, poczułam na butelkę na mojej głowie uderzającą z wielką siłą. Pod wpływem ogromnego bólu, moje słabe powieki zaczęły opadać ku ziemi. Never lose hope, Isabelle, never lose hope., powtarzałam sobie w myślach i ostatkiem sił wyrwałam się z jego ramion, które widząc jak się staczam, trzymały mnie o wiele lżej. Następnie wybiegłam z domu, czując świeżą krew, spływającą po mojej twarzy. Zanosząc się płaczem, wbiegłam na chodnik.Naglę wszystko co jeszcze chwilę temu było w zasięgu mojego wzroku wyparowało. Poczułam mocny ucisk w klatce piersiowej. Ostatnim co słyszałam, zanim opadłam na asfalt, był trzask drzwi samochodowych, oraz pisk wystraszonej kobiety, której kroki były coraz bliżej mojego ciała. Następnie zapanowała ciemność. 
Starałam się powstrzymywać łzy, zbierające się w oczach, jednak jedna uwolniła się spływając po moim policzku. Zanim ktokolwiek zauważył pozbyłam się jej.
-Kiedy będę mogła wyjść?
-Jeszcze dzisiaj Cię potrzymamy, a jeśli wszystko będzie dobrze, możesz wyjść jutro. 
-Dziękuję. 
Przytaknął głową i wyszedł. Co ja zrobię? Mam siedzieć u mojego ojca, czekając, aż w końcu nie wytrzyma i mnie zabije? On tu nawet nie przyszedł, nie obchodzi go co ze mną., użalałam się w myślach. Ścisnęłam mocniej poduszkę i zaczęłam płakać, już nawet nie próbując tego powstrzymywać. 


 ***

Nie miałam ze sobą niczego w szpitalu, więc zabranie się do domu nie było trudne. No może gdybyś miała samochód idiotko... Odzywał się irytujący głos w mojej głowie. Byłam zmuszona złapać taksówkę. Wsiadłam do pojazdu, a następnie podałam adres mojego domu, facetowi za kierownicą. Kiedy dojechaliśmy po dziesięciu minutach, wręczyłam mu gotówkę i podziękowałam. Samochód odjechał, a ja stanęłam przed domem. Westchnęłam cicho, po czym weszłam do środka. Taty nie było. Na szczęście... Nie chciałam kolejnej wizyty w szpitalu. Pewnie jak zwykle siedzi gdzieś ze znajomymi i chla, aż nie wygonią go z baru za niewłaściwe zachowanie. Na komodzie zauważyłam przewrócone zdjęcie. Wzięłam je do ręki, aby zobaczyć co się na nim znajduje, jednak zaraz tego pożałowałam. Na fotografii byliśmy: ja; mama, tata oraz Niall..Na twarzach widniały te uśmiechy, których teraz nie widuję już wcale. Moja mama nie wytrzymała, gdy miałam sześć lat i wyprowadziła się razem z moim przyrodnim bratem. Nie wiem gdzie aktualnie mieszka. Nie widziałam jej już jedenaście lat... Tak samo jak mojego starszego brata. Jedyne co o nim wiem to to gdzie mieszka, oraz, iż jest sławny. Byliśmy bardzo zgranym rodzeństwem, jednak wszystko to zrujnowało się. Nie jestem fanką tego jego głupiego zespołu, nie słuchałam ich piosenek. Nie wiem jak wyglądają. Nie wiem jak wygląda teraz on, mój brat. Zranił mnie i nie wiem czy kiedyś mu wybaczę to, iż się nie odzywał. Nigdy. Żadnej odpowiedzi na sms'y, listów, maili. Nic. Jednak teraz.... Teraz, kiedy wiem, że nie mogę mieszkać tutaj z moim ojcem, nie mam innego wyboru. 

Witaj Londyn. 



sobota, 10 maja 2014

01.

Obudził mnie niemiłosierny dzwonek budzika wydobywający się z mojego telefonu. Z lekką irytacją podniosłam się do pozycji siedzącej, przeciągając leniwie, po czym wstając z mojego miękkiego łoża, odsłoniłam czarne rolety. Promyki słońca efektownie rozjaśniły mój pokój, ukazując jego wszystkie detale, niedostępne dla mojego wzroku, podczas panowania egipskich ciemności.
Udałam się powolnym krokiem w kierunku szafy potykając się przy tym o poduszkę leżącą na podłodze. Otworzyłam moją wielką 'skarbnicę', po czym wyciągnęłam z niej parę krótkich spodenek, oraz biały t-shirt z czarnym napisem. Zabrałam czystą bieliznę, po czym zamknęłam się w toalecie, gdzie doprowadziłam swoje ciało do porządku. Starannie spłukałam szampon o zapachu różanym, z moich długich brązowych włosów. Powoli wyszłam spod prysznica, oplatając się białym ręcznikiem. Sięgnęłam ręką do półki, znajdującej się zaraz pod pozłacanym lustrem, z której wzięłam krwisto-czerwoną szczotkę. Rozczesałam nią moje rozczochrane po kąpieli włosy, po czym wysuszyłam je suszarką. Zdjęłam ręcznik oplatający moje ciało, po czym nałożyłam czarną, koronkową bieliznę, którą zakryłam wcześniej przyszykowanym strojem. Biała koszulka, na której widniał biały napis, w czarnej ramce 'BOY LONDON', efektownie odsłaniała mój tatuaż na karku, który zrobiłam sobie w wieku szesnastu lat. 'Never Lose Hope' przypominał mi, abym nigdy nie traciła nadziei. Przeważnie stosowałam się do tego cytatu, jednak zdarzały się chwile, kiedy cały świat mół zobaczyć, jaka byłam słaba.
Chwyciłam eyeliner, po czym narysowałam nic czarną kreskę, ponad moim okiem. Powieki pomalowałam na lekki odcień szarego, a następnie pozostałymi kosmetykami, które zajmowały moją kosmetyczkę sprawiłam, iż siniaki na mojej twarzy były mniej widoczne niż zazwyczaj. Przywoływały one złe chwile, te w których to właśnie traciłam nadzieję. Spojrzałam jeszcze raz w lustro i szybko starłam niezauważoną łzę z mojego oka. Wzięłam głęboki oddech, po czym 'nałożyłam' na usta lekko fałszywy uśmiech i wyszłam z łazienki. Zeszłam na dolne piętro domu, po czym rozsiadłam się wygodnie na kanapie włączając telewizor. Skakałam po kanałach, aż do momentu, gdy natrafiłam na odcinek X-Factora, który ostatnio opuściłam. Wciągnęłam się, aż tak, że prawie nie zauważyłam jak drzwi się uchylają. Ale jednak... Zauważyłam. Do domu wchodził-jeśli można to tak, nazwać, ze względu na to, iż chwiał się, oraz potykał o własne nogi-mój pijany ojciec. Westchnęłam głośno, po czym wstałam i stanęłam przed nim, krzyżując ręce na piersi.
-Tato... Znowu?-spytałam lekko poirytowana.
-Oj zamknij się.-odpowiedział szorstko. Udał się w stronę drewnianej komody, z której wyjął wódkę. Już miał ją otwierać, kiedy chwyciłam ją i wyrwałam z rąk.
-Co ty robisz?!-krzyknął niezadowolony.
-Nie będziesz pił.-odpowiedziałam stanowczo.
-Oddaj to!
Zaczął wyrywać mi wódkę z rąk. Po chwili siłowania się z nim, butelka uderzyła z hukiem o podłogę, roztrzaskując się na miliony małych kawałeczków.
-No i coś tym narobiła gówniaro?!-krzyknął, a chwilę potem poczułam jego silną dłoń na moim policzku.
Złapałam się za bolące miejsce i odsunęłam kawałek do tyłu. On jeszcze bardziej wkurzony, podszedł kilka kroków bliżej mnie. Odsunęłam się jeszcze bardziej, aż na drodze stanęła mi ściana. Kurwa. Ogarnął mnie strach, a moje oddechy stawały się coraz szybsze, kiedy przycisnął mnie do białego 'muru'.
-Odsuń się...-warknęłam cicho.
-Teraz kurwa przesadziłaś suko, już ja się z tobą policzę.-odrzekł wkurzony.
Przełknęłam ślinę rozglądając się na boki, w celu wyznaczenia drogi ucieczki. Kiedy już miałam zacząć uciekać, poczułam na butelkę na mojej głowie uderzającą z wielką siłą. Pod wpływem ogromnego bólu, moje słabe powieki zaczęły opadać ku ziemi. Never lose hope, Isabell, never lose hope., powtarzałam sobie w myślach i ostatkiem sił wyrwałam się z jego ramion, które widząc jak się staczam, trzymały mnie o wiele lżej. Następnie wybiegłam z domu, czując świeżą krew, spływającą po mojej twarzy. Zanosząc się płaczem, wbiegłam na chodnik.Naglę wszystko co jeszcze chwilę temu było w zasięgu mojego wzroku wyparowało. Poczułam mocny ucisk w klatce piersiowej. Ostatnim co słyszałam, zanim opadłam na asfalt, był trzask drzwi samochodowych, oraz pisk wystraszonej kobiety, której kroki były coraz bliżej mojego ciała. Następnie zapanowała ciemność.


piątek, 9 maja 2014

00.

Z biegiem czasu, moje życie brnęło dalej, i dalej...
Kto by pomyślał, że jedna decyzja wszystko zmieni?
Czy żałuję?
Zdecydowanie nie.
Czy odnalazłam szczęście?
Tak.
Ale czy na pewno osiągnęłam to z dnia na dzień?
Tak po prostu, zwyczajnie?

Moja droga dążąca do celu, którym było szczęście ciągnęła się niemiłosiernie, niczym kolejka górska. Zdarzają się wzloty oraz upadki, odczuwasz adrenalinę, czasem towarzyszy Ci strach. Jednak w końcu następuje koniec.Wybawienie.

To moja historia. Historia pełna:
bólu;
zmartwień;
trwogi;
oraz... miłości.

Hi.

Hi.
Wszystko ma swój początek, toteż przychodzę do Was z opowiadaniem. Miałam pomysł, więc pomyślałam, że czemu nie? Może warto spróbować? I teraz jestem tutaj. Ta historia będzie pisana przeze mnie, pamiętajcie również, iż postacie to zupełnie inne osoby, niż te, które je odgrywają. To nie ma ze sobą nic wspólnego! (:
Będzie to opowiadanie z członkami zespołu One Direction. Myślę, iż będzie się wyróżniało od innych, bynajmniej ja takiego nie czytałam. Tutaj zespół istnieje - jak w świecie realnym. Mam nadzieję, iż się Wam spodoba i zdobędę jakichś 'fanów'.
I wish you good reading! :**